Zanim wszystko się zaczęło

Dwie pierwsze lekcje minęły na bezsensownym siedzeniu na tyłku i rozmyślaniu na temat : „Co by było gdyby?”. Propozycja Andżeliki by już teraz zacząć prace jako kolporter i wizja kolejnych kilku godzin w szkole przyprawionych dwoma sprawdzianami przyczyniła się do podjęcia szybkiej decyzji. Andżelika dzwoni do szefa okolicznych zaśmiecaczy skrzynek pocztowych. Dwadzieścia minut później pod szkołę podjeżdża sześcio – osobowy bus z groźnie wyglądającym facetem za kierownicą. Po krótkiej „ceremonii” poznania nowych pracowników ruszamy w stronę S.
Artur (tak nazywa się nasz nowy szofer i pracodawca zarazem) wysadza mnie na początku jednokierunkowej wiejskiej uliczki, ku mojemu zdziwieniu wyposażonej w asfaltową nawierzchnię. Usiłuję zapamiętać trasę jaką mam przejść by spotkać się z Andżeliką, która szła z drugiego końca tego osiedla klucząc bocznymi uliczkami. Zabrałem swoją porcję kolorowych gazet i ruszyłem wykonywać swoją jakże ważną dla społeczeństwa pracę. W trzeciej lub czwartej bocznej uliczce spotkałem radośnie wyglądającą studentkę o rudych włosach upiętych w kok, niewielkim wzroście, stosem gazet zawieszonych na przedramieniu i plecakiem prawdopodobnie również wypchanym gazetami. Chwile później dołączył do nas jeszcze jeden student. Tą radosną gromadą w szybkim tempie dotarliśmy do punktu spotkania.
Bardzo podobnie wyglądały wszystkie kolejne odwiedziny pobliskich miejscowości. Zajęcie ogólnie nudne i męczące, ale jeśli ktoś lubi wielogodzinne spacery to jest to świetny sposób na zgrabny tył i trochę kasy w kieszeni… Poza tym poznajemy topografię okolicy.

Andżelika od początku upierała się, że jej buty są wystarczająco wygodne by chodzić w nich cały dzień. Jednak gdy zrobiło się szaro i chłodno a w nogach mieliśmy już paręnaście kilometrów, jęki i grymas na jej twarzy świadczyły przeciw wcześniejszej teorii.
Może to dziwne, ale śmieszyły mnie dźwięki jakie wydawała. Następne godziny uprzyjemnialiśmy sobie głupimi docinkami z podtekstem, gdy tylko zapędziłem się (według jej uznania) za daleko, ostro hamowała mnie przypominając o swoim zbyt zazdrosnym chłopaku i jego upodobaniu do fizycznej obrony „swojej własności”. Jako, że nie jestem typem wojownika przystopowałem nieco.
W końcu dowiedzieliśmy się, że jutro odbędzie się kontrola a jak przystało na porządnego Polaka, Artur zostawił wszystko na ostatnią chwilę. Dzięki temu z ośmiogodzinnej zmiany zrobiło się jedenaście godzin ciągłego zapierdalania, a wypłaty możemy się spodziewać dopiero po pozytywnym wyniki kontroli.
Szach i mat..